Poskramianie Doktora Hashimoto. Dieta. Przemyślenia. Przepisy. Marudzenie..

O mnie

Nazwa bloga to Panna, czyli mój znak zodiaku (nie czytam horoskopów), oraz nazwa choroby – Hashimoto. Prosto i treściwie.

Decyzja o blogu zapadła z czysto egoistycznych pobudek. Dieta w przypadku chorób autoimmunologicznych to nie hipsterski wymysł, fakty medyczne mówią same za siebie. Mój (świadomy) związek z Doktorem Hashimoto trwa krótko (lecz bez szans na rozwód, razem na wieki, wieków…), a już mam na swoim koncie sporo udanych, ale też sporo zakończonych klapą przepisów kulinarnych. Aby to ogarnąć, powstał on: blog PannaHashimoto. Zatem jeśli przy okazji znajdzie się jakaś zbłąkana duszyczka, która tu trafi i dzięki temu blogowi jej życie z Doktorem będzie prostsze, to moja „misja” zostanie spełniona.

Blog ma podtytuł „To co ty jesz?!” Tak reaguje prawie każdy, kto usłyszy o diecie z protokołu autoimmunologicznego, dodatkowo u mnie dochodzi nietolerancja na jajka kurze, drożdże, skorupiaki itd. Trochę tego jest. Ale ile można „jechać” na samych waflach ryżowych?! Trzeba się podnieść, poprawić fryzurę i pokazać Doktorowi (tak pieszczotliwie nazywam Hashimoto), że trafił na fighterkę.

Życie z Doktorem, to historia trochę jak z książki R. L. Stevensona „Doktor Jekyll i pan Hyde”. Pan Hyde to ta gorsza, mroczna strona osobowości. Tak, choroba Hashimoto ma wpływ zarówno na ciało, jak i na kondycję psychiczną. Zatem pan Hyde siedzi w ukryciu, dopóki nie zostaną mu dostarczone bodźce (agresory), które są dla niego sygnałem: „Do ataku!”.

Nie jestem nieomylna, jeśli ktoś szuka bloga idealnego – nie ten adres. Popełniam błędy, porażki kulinarne, cały czas szukam, czytam, uczę się. Nie pije herbatki w blasku wchodzącego słońca, w zwiewnej sukni, tuż po przygotowaniu obiadu z trzech dań. Moje „dzieła” nie znikają w okamgnieniu, nie robię spektakularnych sesji zdjęciowych, tłukę szklanki, a moje chleby bezglutenowe zostały ozięble przyjęte nawet przez wygłodniałe gołębie! Tak, tak, chleby to moja największa, kulinarna porażka. I daję słowo, te gołębie, z pobliskiego parku dziwnie na mnie patrzą, za każdym razem, kiedy je mijam.

Dlaczego tyle słodkości? W moim „poprzednim życiu”, przed Doktorem H., uwielbiałam ciasta. Zawsze powtarzałam, że dla diety mogę zrezygnować ze wszystkiego, biegać dłuższe dystanse, ale z ciasta – NIGDY! Więc chyba podświadomie rozpoczęłam bloga „ciastowo”, ponieważ to największe wyzwanie. Zrobić coś bez tylu zakazanych produktów to nie bułka z masłem (bułka i masło też zakazane).

Właściwie każdy przepis jest efektem moich poszukiwań, łączenia różnych opcji, wstawianiem zamienników. Jeśli skorzystam z przepisu znalezionego w odmętach internetu, lojalnie się do tego przyznam udostępniając link do owej strony.

Blog pannaHashimoto będzie zapisem procesu oswajania lub inaczej, życia z Doktorem na jego zasadach. Nie będzie lekko, ale na pewno warto! Udowodnię to ja:

Aga.

Ps. Śmiało! Można komentować 😉


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *