Poskramianie Doktora Hashimoto. Dieta. Przemyślenia. Przepisy. Marudzenie..

Marudzenie

O zdjęciach…

Czy to obciach robić zdjęcia na blog telefonem? Większym obciachem, jak dla mnie, jest przedkładanie zdjęć nad treść. Z wyjątkiem profesjonalnych zdjęć kulinarnych, one mają być piękne, nie wnikam, czy są pryskane farbą itp.

Ja jestem skromną, prostą osobą, staram się, aby moje zdjęcia były schludne, raczej nie przeładowane detalami. Nie chciałabym, aby one kogoś..onieśmielały…Tak, tak. Kiedy widzę mały placuszek, w otoczeniu całej zastawy od Versace, białe obrusy, posrebrzane sztućce..mam ochotę wycofać się, aby tych kosztowności „nie poniszczyć”.

Święta prawda, że je się także oczami, dlatego unikam bałaganu etapu produkcyjnego-wiadomo, jest bajzel. Nie lubię oglądać na zdjęciach kulinarnych: oblizanych łyżek, upaćkanych talerzy, sterty naczyń do zmywania…znamy to, znamy, ale czemu, prócz własnych, musimy oglądać cudze?

Nie stosuję również rozsypywania wokół potrawy wszystkich możliwych przypraw, dodatków. Jestem w stanie zrozumieć rozsypane ząbki czosnku, gałązki świeżych ziół..Jesienne liście malowniczo ułożone, tudzież pourywane kwiatki (barbarzyństwo, no chyba, że jadane są) to nie moja bajka.

Nie będę oszukiwać. Od początku sama tworzę swojego bloga. Nie robię spektakularnych sesji zdjęciowych, no, chyba, że ktoś zaproponuje 😉 Zwykle robię kilka fotek, z nich wybieram 1-3szt. Staram się-słowo klucz.

Introwertyczka…

Nie mam predyspozycji do bycia gwiazdą internetów, od razu mówię. Jak już pisałam wcześniej, blog tworzę głównie dla samej siebie. To widać po wpisach, brakuje tu „A Wy, kochani, jakie lubicie owoce morza”, „Moje kochane, jaką zupę dziś macie?”itp. Ok. Nie krytykuję (o ile piszący są w tym szczerzy, a nie wprowadzają w życie zasadę-zachęcaj czytających do dialogu..). Tyle, że, wielu blogerów, z różna liczbą odwiedzających, pyta, zagaduje, i na tym koniec. Rozumiem, że nie sposób odpisać każdemu (bo co ja tam wiem), to po co udawać, że to go obchodzi? Nigdy tego nie pojmę.

Bardzo szanuję ludzi, którzy tu bywają, mimo, że nie pytam, co dziś do gara włożyli 🙂 Nie chcę nikogo „molestować”(a szczególnie samej siebie) emotkami, słodzeniem, zdrobnieniami, czułymi słówkami. Ponieważ taka nie jestem 🙂 Co nie oznacza, że jestem zła, okrutna, niemiła, zimna, i brzydka na dodatek:)

Piękne porażki..

Każda porażka to tylko etap w drodze do celu.

Leśny mech-podejście drugie. Zamiast lnu mielonego dodałam chia, wyrosło pięknie (za pierwszym razem słabo), ale od spodu był prawdziwy zakalec 🙁 spód odcięłam, ciacho wyszło piękne, pyszne..niestety..podczas wyciągania z lodówki wypadło mi z ręki. Nie było już takie fotogeniczne..cóż mogę napisać…będzie podejście trzecie 🙂

Instagram

Niezmiernie zaskakują mnie na tej stronie „łowcy followersów”, czyli zaczynasz kogoś obserwować, a gdy ten ktoś się rewanżuje, Ty przestajesz. Powiem, że niektórzy rekordziści zaczynali mnie obserwować kilka, kilkanaście razy. Głównie są to jakieś strony reklamowe, aspirujące fit blogerki, oraz osoby z silnym parciem na szkło..

Przy okazji dodam, że nie zamierzam niczego reklamować, wciskać ludziom, ani być…(trudne słowo, muszę wygooglować..) influencerem. Jak ktoś chce-proszę bardzo! Niektóre osoby to chodzące słupy reklamowe! Każdy post to zachęta do kupna jakiegoś produktu, od plastrów, kosmetyków (te, to już chyba „ci lepsi” reklamują), napojów itp. Sorry, za próbki kapsułek do prania robić im darmową reklamę?!Od razu mówię-firma Lindt nie płaci mi, hihi Czuję się osaczona, unikam takich osób.

Podoba mi się, że IG, w przeciwieństwie do fejsa, nie jest bazarem: nie ma licytacji pomiędzy znajomymi, kto był na lepszych wakacjach itp. I oby to się nie zmieniło, bo takiego zalewu pazurów, czyli fot manicure, to ja nie zniosę.

Wszak to miejsce na marudzenie, lecz nie sposób wspomnieć o tych wszystkich ludziach, których „poznałam”na Ig. Wiele zdolnych, mądrych, ciepłych, skromnych osób. Tak wiele profili na IG, a każdy inny. Kryją się za swymi zdjęciami, opisami naprawdę wyjątkowe osoby, przywracające wiarę w społeczeństwo, sprawiające, że otwieram się na świat.

Najlepsze prezenty to te, które można zjeść

..albo książka, talerz, lub niebanalne, ciepłe skarpetki. Każdy o tym wie 🙂

Witaj roku 2019!

Jestem przytłoczona wszechobecnymi podsumowaniami, obietnicami noworocznymi..W końcu nowy rok za 365 dni też będzie stary, ale przyznaję, to kuszące potraktować jako czystą, białą kartkę, to co nadchodzi..Kuszące i złudne. Słaba w tym jestem, a szkoda, bo podobno to takie „układanie na półkach’. Postanowienie na 2019-nauczyć się robić podsumowania. I obietnice, w pakiecie.

Zaczynam ten rok od wstawienia zdjęcia bliskiego sercu memu. Zrobiła je jakiś czas temu moja kilkuletnia córka, a ja..uśmiecham się na nim, a chyba zapomniałam jak to się to robi na 100%…

Nauka swobodnego pisania.

Zainspirowana, zmotywowana książką Reginy Brett „Mów własnym głosem”, postanowiłam podjąć się ćwiczenia pisarskiego. Zaczynając od 10 minut dziennie, pisać o tym, co w głowie siedzi. Pisać należy bez pauzy, nie poprawiając literówek, nie kasując tekstu. Już wiem, że te 10 min.nie będzie codziennie, postaram się przelewać raczej na papier swoje przemyślenia. Część zapewne będę umieszczać tu, w zakładce marudzenie. Wiem, że to nie blog filmowy, ale kto mi zabroni? Why not?

Zaczęłam wczoraj pisać na temat: Jaki film mnie ostatnio poruszył.

Film, który mnie poruszył to Trzy billboardy za Ebbing, Missouri. Widziałam go dokładnie rok temu, jeszcze przed oskarową gorączką. Od tego czasu widziałam filmów całkiem sporo, to jednak ten zapadł na długo w pamięci.
To zgrabna mieszanka kilku gatunków filmowych, pełnokrwisty dramat, z domieszką westernu, okraszony komediowymi akcentami. Słodko-gorzki.

Uwielbiam filmy, w których bohaterowie nie są jednowymiarowi, jak w rom-comach: tam są albo źli, albo dobrzy. W realnym świecie jesteśmy cudownie nieidealni, a to daje scenarzystom, twórcom, pisarzom, ogromne pole do popisu, wystarczy tylko to zaakceptować, po czym czerpać pełnymi garściami. W przypadku filmu „Trzy billboardy..” scenarzysta, a jednocześnie reżyser, spisał się na medal. Jego bohaterowie są omylni, popełniają błędy, słabi, a jednocześnie świadomi swej siły. To opowieść o wszelkich możliwych odcieniach miłości, przyjaźni, o przebaczeniu, o zmianach, o zemście..
Moje poruszenie, a nawet wzruszenie, tym filmem nie wynika z oczywistych zagrywek, które stosowane są, aby widza doprowadzić do łez. Zasada-bohater płacze-płacze widz, na mnie nie działa. Kilka scen w filmie to dla mnie prawdziwe mistrzostwo, na wyszczególnienie, moim nieobiektywnym zdaniem, zasługuje ta w szpitalu, gdy jeden z bohaterów trafia tam zabandażowany po czubek głowy…Wielkie kino!
Siłą tego obrazu jest znakomite aktorstwo, błyskotliwe dialogi, świetny scenariusz. Sam Rockwell, Frances McDormand skradli moje serce!

Film podaję za przykład, gdy nie występują tu CGI, efekciarskie sceny, pościgi, a najdroższa była pewnie scena pożaru, to poniewiera emocjonalnie (wrażliwego) widza.

Może by tak ktoś w Polsce, nie wykręcając się małym budżetem, zrobił film pt. Trzy billboardy za Ełkiem, warmińsko-mazurskie? 🙂

Mój las

To miejsce, w którym dusza wraca do mojego ciała. To tam układam na półki skumulowane myśli, fruwające niczym kartki papieru rozwiane przez podmuch wiatru. To tam czuję się sobą, wiem, ze nie muszę wpasowywać się, ustępować, udawać, tłumaczyć się z tego, że moja natura jest taka.


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.